Najbardziej chory

Autor: Wojtek Żubr Boliński, Gatunek: Proza, Dodano: 12 maja 2010, 01:31:49, Tagi:  wojtek wojciech boliński proza chory

            W czasach studenckich mieszkałem w najbardziej chorym akademiku w mieście. Był obskurny, ale nie można było odmówić mu uroku. Miejsce, które było (a może jest nadal) skupiskiem największych psychopatów jakich poznałem, w większości (nie wszyscy!) zwących się szumnie: studentami. Przyszłością narodu, a może nawet solą ziemi. Tej ziemi.

            Normalną rzeczą w takich miejscach odosobnienia są tak zwane studenckie imprezy. Mój akademik nie był wyjątkiem. Trwała właśnie jedna z takich imprez, a ja snułem się od jednego kąta do drugiego nie mogąc znaleźć dla siebie miejsca. Byłem zbyt trzeźwy, a poza tym – mimo, że byłem w miejscu swojego zamieszkania – nie miałem z kim rozmawiać. Były to urodziny jednego z mieszkańców, nie zapraszałem więc nikogo ze swoich znajomych, przez co większość gości znałem pobieżnie, a niektórych pierwszy raz widziałem na oczy. Tego wieczoru nie miałem ochoty nikogo poznawać. Byłem zniechęcony do czegokolwiek. Nie zagadywałem nawet do żadnych dup, co wydawało się podejrzane, zważywszy na moją opinię wśród mieszkańców akademika. Otóż w tamtym czasie uchodziłem za największego podrywacza i jebakę w towarzystwie. Serio, rwanie cipeczek było w młodości moją specjalnością. O akademikach mówi się, że oprócz ciągłego chlania występuje tam zjawisko nieustannego dymania. Gówno prawda. Nie pije się ciągle, tylko bardzo często. Co do dymania, znałem wtedy tylko jednego faceta posuwającego dupy co najmniej raz w tygodniu, nie posiadając dziewczyny. Mnie. Nie tym razem jednak. Nic z tego. Nie wiem, czym była spowodowana moja apatia i ospałość. W tamtym czasie byłem chyba świeżo po stwierdzeniu, że nie wracam studia i jeszcze bardziej świeżo po rozpoczęciu pracy. Jeśli tak, to właśnie musiało być powodem.

            W każdym razie impreza toczyła się w najlepsze. Odbyła się obowiązkowa bójka między pijanymi studentami (albo niestudentami, nie wiem, nie znałem). Kolejny stały punkt imprezy, czyli demolka też był już odhaczony. Spłuczka w damskiej (dziwnie brzmi to słowo w tym kontekście, bo obecności żadnych dam nie stwierdziłem. Tylko pijane studentki albo i nie) toalecie była urwana i w całym pomieszczeniu woda stałaby po kostki, gdyby nie dziura w podłodze służąca za odpływ. Zasadniczo to się już chyba nawet przerzedzało jeśli chodzi o frekwencję, a świt wcale nie był już tak odległy. Siedziałem na zewnątrz paląc papierosa i pijąc piwo. Towarzyszyło mi kilka osób. Prowadziły jakąś ożywioną dysputę o tak zwanej, przysłowiowej dupie Maryni. Nie słuchałem. Ożywiłem się dopiero, gdy jeden z moich znajomych, Eligiusz palnął jakąś głupotę. Stojąca przed nim mała czarna pacnęła go w klatkę piersiową. Eligiusz był dobrze zbudowany i musiało jej się to spodobać, bo po chwili jej dłoń została tam na dłużej. Trzeba tu odnotować, że ta mała czarna była kompletnie nawalona i ledwie trzymała się na nogach.

            - Musisz mi się zrewanżować – powiedziała piskliwie

            - Czego chcesz – Eligiusz miał swój honor, a nawet jako taką moralność. Poza tym pewnie nie chciał obmacywać małej czarnej na forum. Nawet go rozumiem. Poza tym, że była półprzytomna i napalona, nie było w niej raczej fajerwerków.

            - Musisz mi się zrewanżować. Będzie remis. Wyjdziemy na zero-zero. No dawaj, pokaż, że jesteś facetem. Pokaż, że masz JAJA.

            - Idź, daj mi spokój.

            Zacząłem dla zabawy nakręcać Eligiusza i mówić, że musi. Kiedy przypomniałem sobie, że wśród nas jest laska, co do której ma on jakieś konkretniejsze plany, dałem spokój.

            Później musiałem zająć się moim współlokatorem. Kwadrat był tak schlany, że ledwie trzymał się na nogach. Nigdy nie widziałem go tak pijanego. Stwierdzałem to po każdym większym piciu z naszym wspólnym udziałem. Chłopak za każdym razem śrubował rekordy najebki. Kiedy dwadzieścia kilka lat temu, Amerykanin Michael Phelps bił na olimpiadach pływackie rekordy, komentatorzy stawiali pytanie: gdzie są granice ludzkiej wytrzymałości. Ja zadawałem sobie to pytanie, kiedy patrzyłem na ilości alkoholu przyjmowane przez Kwadrata. Gdy w końcu udało mi się zawlec go do pokoju i położyć na jego łóżko, nie leżał na nim zbyt długo. Chcąc chyba zmienić pozycję albo może wstać rymnął na ziemię, przesuwając przy okazji stojący obok stół. Podniosłem go na rękach, jak podnosi się dziecko albo kobietę. Był cholernie ciężki, ale władowałem go z powrotem. Już miałem wychodzić z pokoju, gdy Kwadrat stanął na środku, zabełkotał coś pod nosem i stracił równowagę. Poleciał na moje łóżko, przy okazji uderzając głową w ścianę z taką siłą, że pomyślałem już, że będziemy mieli ułatwioną integrację z pokojem obok. Udało mi się znów zaciągnąć go na jego miejsce. Zamiast spać stwierdził jednak, że zapalimy po papierosie. Bredził w malignie z zamkniętymi oczami, zapominając, żeby się zaciągać. Wyszedłem do kibla, zapewniając go najpierw, że za chwilę wrócę. Gdy wróciłem, Kwadrat nie miał w ręku papierosa, ale udało mu się wreszcie sklecić zdanie. Wynikało z niego, że zgubił cigareta.

            - Kwadrat, błagam, spierdalaj z tego łóżka! – zwaliłem go na podłogę i zacząłem szukać szluga. Te studenckie chaty, w których żyliśmy były zrobione z drewna, a w ścianach miały prawdopodobnie prehistoryczne gazety. Aż dziw bierze, że tak długo wytrwały bez spłonięcia ani jednej z nich. Wreszcie znalazłem papierosa, był między łóżkiem a ścianą. Sytuacja była opanowana. Kolejny raz, ostatkiem sił wciągnąłem Kwadrata na jego łóżko. Ale to jeszcze nie koniec kwadratowej sagi. Zamiast spać, zachciało mu się siku. Pomogłem mu dojść do kibla. Kiedy sikał, stwierdziłem, że przyda mi się pomoc.

            - Łukasz, chodź tu. Pomożesz mi. – No więc, gdy Kwadrat skończył lać, przetransportowaliśmy go we dwóch do pokoju. Położyliśmy. Pech chciał, że na środku naszego apartamentu stało krzesło, a na nim resztki wódki i otwarta butelka coli. I o nią, niestety, musiał zahaczyć Łukasz, odwracając się od barłogu na którym dogorywał kwadrat. Brązowy napój trysnął na podłogę i lał się na nią z sykiem. Łukasz zareagował bardzo szybko. Jednak, gdy podnosił butelkę, jej zawartość chlusnęła efektownie na moje łóżko. Kołdra i prześcieradło były całe mokre.

            - Kurwa mać – wycedziłem tylko, gapiąc się na posłanie. No, ale przynajmniej Kwadrat przestał się poruszać.

            Kiedy Łukasz wyszedł z pokoju, doszło do mnie, że muzyka na imprezie przestała grać. Stanąłem w drzwiach mojego i Kwadrata pokoju, i stwierdziłem, że gospodarz poszedł spać, zwijając uprzednio swój sprzęt grający. Nagle jak spod ziemi wyrosła przede mną mała czarna, ta sama, która obmacywała Eligiusza. Pijana w sztok.

            - Włącz muzykę – powiedziała, opierając się o framugę. Za nią kręciła się jej koleżanka, próbując znaleźć jakiś punkt oparcia.

            - Ale z czego? – zapytałem. Od razu zobaczyłem jednak, że w głębi korytarza Eligiusz rusza na ratunek imprezie, to znaczy wystawia swój sprzęt, żeby za moment wskrzesić muzykę.

            - No, bądź miły – bełkotała mała czarna, prężąc się delikatnie. Jej włosy wyglądały jak zlane mieszanką piwa i lakieru do włosów. Kiedy otwierała usta, widać było ubytek w uzębieniu gdzieś z boku. Była strasznie zalana. Ja też nie byłem trzeźwy. Zwróciłem uwagę, że ma nawet spory biust, ale nie za duży. Taki biust w sam raz. Pomyślałem, że jest tak napruta i napalona, że gdybym… Że nie byłoby żadnych problemów. Kwadrat na leżał na swoim łóżku, niczym zwłoki. Chwyciłem małą za ramię i wciągnąłem do pokoju. Szybko zamknąłem drzwi, od razu zasuwając zasuwę. Oparłem ją o ścianę i zacząłem całować. Odpowiedziała bez namysłu. Wiedziałem, byłem pewien. Całowaliśmy się dłuższą chwilę, mój język już fedrował jej gardło. Przenieśliśmy się na łóżko, a Kwadrat zaczął pochrapywać. Ona chyba nawet go nie zauważyła. Odsunąłem mokrą od coli pościel. Całowaliśmy się na leżąco, zacząłem ją rozbierać. Rzeczywiście, cycki miała świetne. W pewnym momencie powiedziała, żebym z niej zlazł i położył się na plecy. Matko, jak świetnie ssała. Miałem nadzieję, że zostawi białko na gwóźdź programu. Już po chwili chciała mnie dosiąść.

            - Chwila – powiedziałem, i wygrzebałem z nocnej szafki kondom. Za wiele razy się w życiu stresowałem, żeby pozwolić sobie teraz na takie zabawy. Założyłem, co z reguły psuje zabawę i niszczy nastrój. Ale o jakim nastroju mówimy w tej sytuacji? Dosiadła. Gapiłem się, jak zahipnotyzowany na jej cycki falujące przed moim nosem. Jęczała coraz głośniej. Kwadrat chrapał. Zaczęła niemal krzyczeć. Chrapał. Kiedy się spuszczałem, myślałem, że trwa to wieki. Zeszła ze mnie i opadła obok na łóżko. Dałem jej papierosa, sam też zapaliłem. Wszystko bez słowa. W takich chwilach się trzeźwieje i to jest złe. Kwadrat spał w najlepsze. Kiedy spaliliśmy papierosy, powiedziałem głupkowato, jakby nic się nie stało:

            - Wracamy na imprezę.

            No i wróciliśmy. Na szczęście mała czarna była ciągle bardzo pijana, bardziej, niż myślałem, że teraz jest. Udało mi się zgubić ją tekstem, że idę do łazienki.

            Na drugi dzień Kwadrat miał strasznego kaca, którego szybko zapił. Ja miałem strasznego kaca.

 

Komentarze (5)

  • No, w końcu coś z mięsem. Nie ma jak dobry kawał mielonki na śniadanie! Dzięki.

  • niewarte czytania:(

  • Co w tym wszystkim najbardziej przykre, to to, że można się o tym przekonać jedynie po przeczytaniu:(

  • no sorry, pojechałem po bandzie; ale wolę inną literaturę

    • Pola P.
    • 12 stycznia 2012, 10:05:57

    uśmiałam się z cipeczek, dupeczek, cycuszków "matko, jak świetnie ssała". świetne. włączył mi się taki dystans do rzeczywistości, że nie wiem co się ze mną samą będzie działo dziś na imprezie. daj Bóg, żeby żadna cola nie wylądowała na poscieli.
    jeszcze raz - świetne.

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się